Oj ...
Temat morze albo kosmos jak kto woli. Jak wybrać sprzęt to jeden z podstawowych dylematów wszystkich zaczynających. Sami nie dacie rady, oczywiście kupicie coś o czym się naczytacie w internecie od takich samych jak Wy zawodowców. Idąc samotnie do sklepu najczęściej spotykamy się próbą sprzedaży nam wszystkiego co najdroższe (bo jest najlepsze) lub czegoś co już długo stoi - za długo. Liczba niezbędnych nam przedmiotów rośnie na ladzie sklepu wprost proporcjonalnie do naszej bierności i bezradności. W całej historii swoich zakupów wędkarskich spotkałem tylko jeden sklep i jednego sprzedawcę, który zrobił to co powinno stać się normą w sklepach specjalistycznych, a za takie uważam sklepy ze sprzętem muchowym. Idealnie jest kiedy sprzedawca mający w perspektywie sprzedaż za kilkaset złotych, a często kilka tysięcy, obsłuży klienta uczciwie i profesjonalnie, co sprawi, że klient będzie chciał wracać do tego sklepu i tej formy obsługi.
Powiem Wam co ja spotkałem i czego Wam życzę.
Wszedłem do sklepu wędkarskiego - sklep jak sklep, sprzęt, półki, towar, człowiek ... o, i to jest istotne. Witam się i pytam o sprzęt mchowy.
Błysk w oku, wiedziałem już, że jest nadzieja.
Pierwsze pytanie jakie zadał - do czego ma być wędka i na jaką wodę.
Mmm ... no, wędka ma być do łowienia, a na jaką wodę to myślałem, że Pan mi powie gdzie jechać na lipienia
Umie pan rzucać? - pyta sprzedawca.
Tak, umiem, łowiłem już na muchę przez sezon 20 lat temu i tu spuszczam skromnie oczy.
A .. rozumiem, czyli musimy sprawdzić co Pan umie. Musimy umówić się nad wodą na 2 godziny i sprawdzimy.
Powiem prawdę, że byłem zaskoczony.
A ile będzie to kosztowało za godzinę - spytałem.
Nic. Przecież nie mogę sprzedać panu sprzętu, który nie będzie się dla pana nadawał.
Zatkało mnie.
Sprzedawca zaproponował, że mówimy sobie na "Ty" (jesteśmy w podobnym wieku) i umówiliśmy się nad najbliższą rzeką.
Niewiarygodne? A jednak możliwe.
Przyjechał punktualnie, przywiózł swoje 3 wędki, kołowrotki, sznury i zaczęło się ...
Magia i misterium. Myślałem, że umiem jakoś umieścić przynęty na wodzie - myślałem, potem okazało się, że źle myślałem.
2 godziny nauki i nieustającej radochy - jak wyszedł mi na koniec 10 metrowy rzut skandynawski to krzyczałem z radości. Wreszcie czułem jak linka ładuje kij ... i tym samym zrozumiałem czego mam szukać przy doskonaleniu techniki rzucania.
Zakup wędki i linki był łatwiejszy, bo sprzedawca wiedział co mi sprzedać abym miał z tego jakiś pożytek.
Stałem się klientem tego sklepu. Po jakimś czasie namówiłem na ryby Marka (bo tak na imię ma sprzedawca ze sklepu wędkarskiego), pojechaliśmy i zamiast łowić otrzymałem kilkugodzinną darmową lekcję. Byłem w muchowym raju! Pokaz połowu na mokrą muchę, pokaz wiązania much, przyponów, prowadzenia przynęty, podchodzenia do łowiska i wreszcie zacząłem sam łowić na mokrą muchę. Ba i jeszcze do tego skutecznie. Marek stał w wodzie obok i stale poprawiał: szczytówka niżej, ręka wyżej, rzuć tam a nie tam ... MAGIA.
Po kilku dniach wszedłem do sklepu i kupiłem dobraną dla mnie, a dokładnie do mojego sposobu poruszania się (jestem dość flegmatycznym wędkarzem) wcale niedrogą wędkę.
Do niej wyważający ją kołowrotek (a w zasadzie lekko przeważającym, bo taki wspólnym zdaniem był lepszy dla mnie i dla wędki), linki itp.
Co się okazało - pojechałem sam na ryby z nowym sprzętem, sam powiązałem przypony koniczne, muchy, skoczka.
Podszedłem jak pokazał, rzucałem tam gdzie poprzednio i ... ciesząc się jak dziecko łapałem ryby! Miałem fart, bo warunki pogodowe, wysokość wody i stopień jej przezroczystości były praktycznie identyczne jak w dniu wspólnych połowów, więc mogłem duplikować zachowania, przynęty i miejsce itp.
Kiedy następnego dnia wszedłem do sklepu i opowiadałem o sukcesach, Marek cieszył się razem ze mną, dopytywał, korygował i tłumaczył.
To sprzedaż godna polecenia - kupujesz sprzęt, który możesz oczywiście kupić gdzie indziej, może nawet kilka czy kilkanaście, a może kilkadziesiąt złotych taniej, ale w ramach zakupów dostajesz specjalistyczną wiedzę, informację, poradę. Wiedza i porady i jakość zostały udowodnione fizycznie nad wodą - nie ma opowieści z mchu i paproci o wielkich rybach, nieskończonych umiejętnościach sprzedawcy, powołaniu do kadry narodowej w jakimś tam roku ...
Dostałem dowody prosto z wody, że facet wie co mówi, że umie to robić, że łowi, dodatkowo dostałem fotki na maila z dalekich wypraw z udziałem Marka i widziałem ryby które łowił. I nic tu nie da się podważyć.
Sądzę, że to powinno dać obraz współczesnej specjalistycznej sprzedaży tak sprzedającym jak i kupującym.
Sklep i Marek nie jest fikcją - SUM sklep wędkarski z Opola, ul. Katowicka. Sprzedawca Marek.
Z czystym sumieniem polecam, a jak uznacie, że kłamałem podam Wam mój dres i możecie dać mi w mordę.